Już witałam się z poduszką, już słyszałam delikatnie nadchodzące sny, ale wyskoczyłam z pieleszy i postanowiłam jeszcze napisać "mój" przepis na wspaniałą, razową Focaccię.
Zapewne dlatego, że niedługo przytulę do serca wspaniałą książkę o kuchni włoskiej, a może i też siedziała mi w sercu, lub po prostu, chciałam być niezastąpioną mamą...
Dziś weszła bowiem Kinga do kuchni i oznajmiła:
- mamo, zrób na kolację facjatę.
Poszperałam więc, poszukałam, produkty wyciągnęłam i...wyszło mi, co następuje.