piątek, 26 czerwca 2015

Bułki drożdżowe na kanapki Jess z „Razem będzie lepiej” Jojo Moyes






Rozpoczynając lekturę książki „Razem będzie lepiej” Jojo Moyes myślałam, że to kolejna pozycja dla kobiet, które lubią sobie popłakać nad smutnym losem głównych bohaterów, poczytać o gorących romansach. Takie myślenie podyktowane było również streszczeniem książki, które zamieszczone zostało na tylnej części okładki:

Na miejscu Jess każdy miałby dosyć. Pracy na dwa etaty, chodzenia przez cały rok w jednej parze dżinsów, kupowania najtańszych jogurtów na promocji w supermarkecie i wybaczania byłemu mężowi, że nie płaci alimentów.
Jednak Jess nie należy do kobiet, które łatwo się poddają. „Damy sobie radę” mogłaby mieć wydrukowane na koszulce. Kiedy okazuje się, że jej córka ma szansę na zdobycie stypendium w wymarzonej szkole, gotowa jest ruszyć na drugi koniec kraju, zabierając ze sobą:
1. jednego problematycznego nastolatka,
2. jedną wybitnie uzdolnioną dziewczynkę z chorobą lokomocyjną,
3. jednego kudłatego psa o wielkim sercu.
Oraz...
4. przypadkowo spotkanego mężczyznę na życiowym zakręcie, który w krytycznym momencie wyciąga do nich pomocną rękę.
Czy wspólna podróż pokaże im, że… razem będzie lepiej?

Po tych słowach nie spodziewałam się nic nadzwyczajnego. Ot, kolejna pozycja z cyklu, będzie miło się czytało a potem położę ją na półce, zapominając o jej istnieniu.


Lektura okazała się interesująca 


Myliłam się. Lektura okazała się wciągająca. Wnikliwa obserwacja głównych bohaterów odkrywa o wiele więcej, niż przeciętnie można zaobserwować. Zauważyłam, że momentami wręcz porównuję się z Jess, przytakuję jej działaniom lub staram się dawać rady, w moim przekonaniu o wiele lepsze, trafniejsze w danej chwili. W końcu w jej losach jest tak wiele mnie.

Książka opowiada, bowiem o życiu samotnej - nie lubię tego stwierdzenia - samodzielnej matki, która jak lwica walczy o dzieci i jakość ich życia, wciąż wierząc, że „dobrym ludziom zdarzają się dobre rzeczy”. To opowieść o zmaganiach z trudną rzeczywistością niepełnej rodziny, wielu etatach kosztem życia rodzinnego, nieustannym przeliczaniu wciąż za małych wypłat. To pokazanie matki, która szyje ubrania dla dorastającej córki i z oszczędności, i z miłości oraz próbuje zrozumieć nastolatka, który chyba sam siebie nie rozumie.  Jess ma, bowiem przybranego syna, który nie radzi sobie z otoczeniem i jest zastraszany przez kolegów. Jest zamknięty w sobie, wycofany i, aby zasnąć, pali trawkę. Jej córka, z kolei, to wyjątkowo zdolna matematyczna, bez przyjaciół, żyjąca w ciągłym strachu przez chłopaków z sąsiedztwa. Jest dzieckiem inteligentnym, bardzo emocjonalnie reagującym, rozumiejącym splot wydarzeń. Ma szansę na lepsze życie, ale wymaga to od Jess rzeczy prawie niemożliwej – nieosiągalnej wręcz sumy pieniędzy na wpłatę i czesne do drogiej, ale bardzo dobrej szkoły lub…wygraną w konkursie matematycznym na drugim końcu kraju.

Dla marzeń, najpierw okrada dawnego klienta - Eda, potem wyrusza starym samochodem, bez umiejętności, w długą drogę, która jednak kończy się wyjątkowo szybko. W końcu korzysta z uprzejmości Eda. Biznesmena żyjącego jakby na zupełnie innej planecie, któremu świat zawalił się po tym, jak oskarżono go o wykorzystanie informacji poufnych swojej firmy. Jess początkowo wzbrania się przed skorzystaniem z jego propozycji, ale potem pozwala wtargnąć mu do ich życia, aby w końcu pokochać go miłością żarliwą i dawno szukaną.

Cała opowieść toczy się jakby w samochodzie, w podróży, przy cichym chłopcy, cierpiącej na chorobę lokomocyjną dziewczynce, niezbyt miło pachnącym, wielkim psie oraz ich dwojgu. Niejako po drodze zahaczamy o wątek ojca, który nie płaci alimentów i ukrywa swoje drugie życie z inną rodziną, zauważamy bezwarunkową miłość psa do swojej małej pani, dla której rzuca się w pościg i prawie umiera pod kołami samochodu. Widzimy tu zaradność Jess, przemianę Nickiego, dojrzałość Tanzie.

To książka kipiąca emocjami. Zabawna i smutna zarazem, bolesna i krzepiąca. Wielowątkowa, podzielona na historie bohaterów, które wciąż się uzupełniają, zazębiają, przeplatają. To książka o życiu bez lukru, ukazująca losy, które mogą zdarzyć się wszędzie i każdemu. Książka z happy endem.

***


A co z wątkiem kulinarnym?


To również połączenie losów osoby, która nie stroni od dań na wynos z maniaczką zdrowego i taniego jedzenia, której podstawowym sposobem odżywania w drodze są kanapki. Zresztą Ed również powoli przekonuje się do racji Jess, po tym, jak zjada nieświeży kebab z przydrożnej knajpce.

Kanapki Jess były tanie, choć na pewno smaczne. Robione z produktów, w promocji. Ja postanowiłam zrobić kanapkę pożywną, z odpowiednią dawką kalorii i witamin. Podstawą jest jajko, dobry, wędzony boczek oraz świeża bułka z pokrzywą i otrębami.

Potrzebujemy


  • 250 g mąki pszennej
  • 25 g otrąb gryczanych
  • ½ szklanki siekanych liści pokrzywy
  •  łyżeczki soli 
  • 25 g świeżych drożdży 
  • łyżka cukru zwykłego
  •  jajko 
  • 150 ml mleka 
  • 2 łyżki oleju


Przygotowanie


Z drożdży, cukru, łyżki mąki i ciepłego mleka robimy zaczyn, który odstawiamy na ok 15 min. W misce mieszamy mąkę, otręby, siekane liście pokrzyw, sól. Dodajemy rozbełtane jajko, olej oraz wyrośnięty zaczyn. Wyrabiamy ok 10 min na gładkie, lśniące i elastyczne ciasto. Przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na ok godzinę.

Po tym czasie wykładamy ciast na blat, kilka razy uderzamy w nie pięścią żeby ciasto odgazowało się a następnie dzielimy na 8 części. Z każdej części formujemy bułkę. Bułki wykładamy na blachę oprószoną mąką lub wyłożoną papierem do pieczenia. Przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 min.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stC. Bułki delikatnie nacinamy i smarujemy niewielką ilością mleka dla zrumienienia skórki. Pieczemy 20 – 25 min.


Moją bułkę podałam z jajkiem sadzonym, plastrem boczku wędzonego, delikatnie podsmażonego na suchej patelni, sałatą i łyżką kiełek rzodkiewki. Wszystko prószyłam czerwonym pieprzem, delikatnie tylko zmiażdżonym w palcach.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...