piątek, 17 sierpnia 2012

Knedle i co mi Smaczna Pyza przysłała :)


U nas dziś przesmaczne knedle z Węgierkami, z uprawy ekologicznej, które choć zazwyczaj są pyszne, nietknięte chemią, robią podwójnie piorunujące wrażenie.

Nie zjeść knedli ze śliwkami latem to grzech ciężki więc, zapraszam.

- 600 g ugotowanych ziemniaków przeciśniętych przez praskę - 300 g mąki
- 2 jajka
Ziemniaki najlepiej jest ugotować poprzedniego dnia. Ja uwielbiam też gotować je w łupinie, bo mają wyjątkowy smak.
Ugotowane ziemniaki przeciskamy przez praskę.
Do nich dodajemy jajka i stopniowo mąkę starając się, żeby ciasto było gęste i dobrze wyrobione, ze średnią lepkością.
Robimy z nich placuszki. Na każdy nakładamy śliwkę, bądź pół, gdy są duże i dokładnie zalepiamy, robiąc z nich zgrabne,ulubionej wielkości ;) kule.
Gotujemy je pod przykryciem a kiedy wypłyną na wierzch, zdejmujemy pokrywkę i gotujemy ok. 3-4 minut.


- śliwki węgierki


Tak przygotowane knedle wrzucamy na wrzącą wodę z dodatkiem soli.


Wyławiamy łyżką durszlakową i podajemy z czym tylko nam się zachce.
Tutaj mamy z serkiem kremowym waniliowym i cukrem pudrem.


Jakiś czas temu Smaczna Pyza ogłosiła na swoim blogu zabawę polegającą na opisaniu książki, filmu i innego dzieła o tematyce kulinarnej, które wywarło na nas największy wpływ.

Ja napisałam..

Oglądam wiele i wiele też czytam. Wśród nawału pochłoniętych obrazów znalazł się film "Kucharze historii", który to wywarł na mnie największe w życiu wrażenie. "Czekolada", "Życie od kuchni" z filmów, czy wiele książek kucharskich nie wbija mi się w głowę chyba tak jak właśnie "Kucharze historii".
Dlaczego?
Dlatego, że to prawdziwa opowieść o prawdziwych ludziach bez jakiejkolwiek cenzury i prób zacierania tamtejszej rzeczywistości. Tamtejszej, bowiem opowieści dotyczą czasów wojennych i tej części wojskowego życia, o którym każdy wie, a o którym większość zapomina, z czego prawie nikt nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie znaczenie dla przebiegu wojny miały kuchnie polowe...

Szukając opisu dla tego filmu znalazłam streszczenie...
Kucharze historii (tytuł oryginału: „Ako sa varia dejiny”)
reż. Péter Kerekes, Austria/Czechy/Finlandia/Słowacja 2009
obsada: Vassily Nikolaevich Logunov, Franz Weinhart, Klavdia Matveevna Lobanova.
Bohaterami filmu są wojskowi kucharze – dla nich nie ma raczej miejsca w podręcznikach historii. Okazuje się, że kuchnie polowe odgrywają w czasie wojen nie mniejszą rolę niż czołgi i karabiny, a zaspokajanie apetytów żołnierzy może mieć przemożny wpływ na losy świata. Bo – jak mówi jedna z bohaterek filmu – dobrze najedzeni żołnierze wysadzają innych w powietrze o wiele lepiej niż zwykle. Nastrój absurdu i groteski nie zwalnia nas od gorzkich refleksji i niebagatelnych pytań o przepis na… życie. Czy w życiu powinniśmy trzymać się przepisów? Czy czasem możemy zrobić od nich odstępstwo? Czy rozkazy są jak przepisy? Kto powinien mieć prawo pisać książki z przepisami? Czy gdyby wszyscy kucharze zastrajkowali, to nie byłoby wojen? Film z lekkością traktuje o sprawach wagi ciężkiej. Wyśmienita uczta.

Jak dla mnie bardzo wyśmienita uczta bowiem film jest równie interesujący co straszny. Gdy pokazuje się zabijanie krowy, świni czy jakiegokolwiek zwierzęcia zamykałam oczy, jednocześnie starając się przeczytać co z danego zrobiono...
Wśród wspomnień i obrazów, wyczytać można bowiem np przepis na 
- szaszłyki z jednej krowy
- piure z 200 kg gęsiny
- kiełbasę węgierską dla 170 000 sowieckich okupantów
- bliny dla 11 milionów poległych, rosyjskich żołnierzy, na cmentarz...

Jak dla mnie to najlepszy film kulinarny!
Inny!
Zaskakujący, zaciekawiający, przerażający i realny.
Od tej strony o wojnie nigdy się nie myśli...a może warto.

I wygrałam ten oto zestaw a film polecam.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...